0002-2802-ok_adka_oddzia__otwarty_b_sml_120

Oddział otwarty

Autor:  Michał Piętniewicz
Gatunek: Poezja
Wydawca: Biuro Literackie
Data wydania: 2008
Data dodania:  08 lutego 2011, 18:50:51
ISBN: 978-83-60602-89-8

Krótki opis:

"Oddział otwarty" trzeba czytać przed "Odpoczynkiem po niczym", ponieważ przygotowuje on późniejszą anihilację. Anihilację czyli późniejsze życie w śmierci.

Fragment:

o papierosie o kawie i o miłości

 

tak rzeźbiony jestem codziennie przez marcowe deszcze

po południu wstaję rozgrzebuję pościel twarz wystawiam

dniowi a on mnie głaszcze po włosach zaczerpnąć chcę

powietrza i widzę piękną kobietę w szlafroku palącą papierosa

 

w porannych papierosa dymach czasem nawet można stracić świat

bo najłatwiej jest stracić świat kiedy za dużo wiosny w duszy

a dusza ledwo co wyszła z nocnego szamba i modli się o świt

taki grudniowy zimny świt który zabija zarazki i można go kochać

 

i tak pokochałem panią w żółtym szlafroku na balkonie

palącą papierosa chciałem jej podać rękę żeby mnie zaprowadziła

do źródła gdzie śpiewają drozdy kawki i czajki a ona tajemniczo

się uśmiechnęła a ja poczułem że we mnie wlewa się krew świata

 

i lała się ta krew niebieskimi strumieniami a ja płynąłem

w powietrzu bo pływać umiem dobrze ekstaza o wschodzie słońca

to była czy inne licho raczej wielkie wypłynięcie w pustkę

przeźroczystą jak doskonała cisza połykałem kropelki deszczu

 

połykałem kropelki światła wjeżdżali do moich bram

tajemniczy bogowie wojny trzymający wędzidła palący na stosie

swoje prawdy tańczyłem byłem tańcem wiosna mnie objęła

i kazała roztopić się w doskonałym bezbrzeżu to się nazywa miłość

 

to się nazywa wyschnięta trawa a w trawie żar   

 

pejzaż senny

 

w górze wróbelek łaskocze chmurę

koniczynka rośnie w cztery strony świata

puchata śnieżynka maluje moje czerwone palce

Chrystusik w drewnie wystukuje rytm

 

minęły dawne lipce

i zgasły pieczęcie stada aniołków pochowały się

a w mej studni rosną białe poziomki

bledziutkie słoneczko w różowej bańce

 

po co tu przyszłaś dziewczynko z biczem

by mnie zbić i moje zmory w sierści i krwi

wytarzać by zgruchotać moje kości

po co przyszedłeś chłopczyku z fajką

 

by mój dym stał się chmurą na niebie bez krwi

by moje piosenki umarły wraz z lalkami

by poranny ogień podeptał ziemię bez wierszy

po co przyszłaś moja ballado senna kulawa?

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się