Awatar-ksiazka_b_sml_120

Odpoczynek po niczym (kolejne wydanie z nową okładką)

Autor:  Michał Piętniewicz
Gatunek: Poezja
Wydawca: Miniatura
Data wydania: 2011
Data dodania:  02 grudnia 2011, 12:53:34
ISBN: 978-83-7606-240-2

Krótki opis:

Ostatnio ma nową okładkę i oby sprzedawał się nieźle. Zachęcam do zamawiania. Teraz można zamówić z księgarni Prus, internetowej księgarni.

Fragment:

szpitalne wrony

tutaj można umrzeć z głodu powiedział bóg w złotej bródce
umierałem razem z nim grając w szachy przegrywając
patrząc na Martę jak podlewała kwiaty na parapecie
jak pomaga staruszkom wydobywać się z niebieskich czeluści
jak prowadzi ich po alejkach między stołami i krzesłami
widziałem to słyszałem to kiedy grałem z tobą w szachy
starcze o złotej bródce łysinie niebieskim mądrym spojrzeniu

w międzyczasie z białej twarzy trawnika jęły podnosić się wrony
bardzo krzyczały śpiew pacjentów w odległych salach
był ledwo słyszalny wrony zagarniały wszystko swoim
wronim śpiewem huczało w niektórych od tych czarnych melodii
czarnych melodii na białym kwadracie trawnika a nieopodal
stały drzewa i żwir chrzęścił w takt tych melodyjek
i nieomylnego kroku pacjentów

stałem wtedy przy oknie razem z czarnym wąsikiem
w niebieskiej pidżamie w białe pasy i podziwialiśmy
ten wroni chór jeszcze wtedy nie przeczuwałem
o czym będę pisał jeszcze wtedy nie wiedziałem
że w ogóle będę pisał patrzyłem tylko przez szybę
na białe pola białe trawniki zielone alejki i wrony
i nie wiedziałem że kiedykolwiek nastąpi oddalenie
i to co niewypowiedziane nagle pojawi się jak światełko
jak mały ogienek z peta w popielniczce na końcu korytarza

w tym wronim chórze nie znajdowałem niczego
co przeszkadzałoby mi spać co przeszkadzałoby mi żyć
zanurzałem się w tym wronim śpiewie i roztapiałem w nim
zacząłem stanowić jedno z ich niemą melodią zza szyby
z ich szybowaniem i krakaniem którego nie słyszałem
wrony obejmowały mnie wyrastały z bieli trawnika
wznosiły się ku górze wirowały w obłędnym kole
i porywały mnie ze sobą w swój tajemny wroni taniec

stałem tak z czarnym wąsikiem w ogołoconej sali
później wrony odleciały i niebo zrobiło się niebieskie
białe i czyste wsiąkaliśmy w nie powoli gasnęliśmy
w tym białym czystym niebie zabierało nam oczy i ręce
nas dwóch czyste niebo i biała wrona którą zobaczyliśmy nagle
leżącą na podłodze w ciemnej sali kiedy wracaliśmy do naszych łóżek

 

odpoczynek po niczym


a zatem odpoczywam w cieniu tego starucha

z brodą który mieni się młodym bogiem

a jest brodatym starcem z letnich jezior

czytam gazetę literacką piję kawę ze śmietanką

 

obok mam zapalniczkę i papierosy waniliowe

kupiłem też kalendarz na nadchodzący rok

jest zielony piękny i tam będę zapisywał

moje najskrytsze myśli marzenia spotkania

 

imprezy romanse miłości obiady

u babki Czyżowej z których wychodzę jakbym był

starszym człowiekiem lecz co może mi dać dzisiaj

biuro poza tym czarnym swetrem szarą marynarką

 

poczuciem bycia nieobytym prymitywem

lecz sprawnym technicznie pragnącym

wypowiedzieć jakąś ważną prawdę o człowieku

o kobiecie o miłości nie o Bogu

 

lecz o mistrzu który jest anachroniczny

chciałbym napisać siebie w tym stoliku

w tej kawie w tych papierosach w zapalniczce

na której też widnieje kawa chciałbym

pokochać siebie w tej szarej marynarce ze swetrem

 

a czasem zima przychodzi zima przychodzi i błogosławi

obiad na ulicy jabłonowskich chcę sobą pisać

po tym zimnym jeziorze niech ono się pali

 

Przesłanie

stoją nadzy nad brzegiem skały
wszystko co pijemy wszystko co wydalamy
nie znaczy tak naprawdę zbyt wiele

jedynie to co ukryte znaczy coś
ale tego nie wiedzą poeci
być może psychiatrzy w białych kitlach
być może Jezus w prześcieradle ze światła

ale zanim mnie wtrącą tam jeszcze
będę w stanie coś napisać jabłko drzewo
jabłoń grusza i huśtawka świat nie przepływa
świat jest a to co w środku jest życiem

pytają mnie co robić odpowiadam tak
żebyś nie ranił możesz do niej napisać
jedną nogę masz w ciemnym źródle
drugą stukasz o szary chodnik i wybijasz 
rytm i to że kolekcjonowanie dni milczenia
przestało być takie ważne

że możesz coś stracić i możesz coś zyskać
co zyskałeś? Jeśli to jest prawdziwe
a nie jest oszustwem w które wchodzisz z ufnością
może zapytać Jezusa lub Boga dlaczego
ale to pytanie traci na znaczeniu w obliczu
tego co jest

że kiedyś pisałeś na skórze a teraz płyniesz
pod wodą w wodzie stałeś się rybą pływakiem
jednocześnie na powierzchni i w głębi

i twardego gruntu nie tracisz pod nogami

wylewa się ciemność z ciebie na ulice
w kałużach

straciwszy siebie siebie zyskałeś
wylewa się głęboka ciemność z ciebie
na uśmiechniętych ludzi z parasolami

i tylko czasem tylko czasem
przypląta się gołąb

 

 

 

Komentarze (1)

  • odpoczynek po niczym = dla mnie idealne, ale największe uzasadnienie dla takiej opinii, to to, że moja percepcja go chłonie, a nie wiem, czy to wystarczy:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się